Kłódki w Bydgoszczy na znak miłości i wieczności3 min read

Kłódki w Bydgoszczy znajdują się na moście na Wyspie Młyńskiej, gdzie zakochani mogą dumnie zawiesić kłódkę na znak swojej miłości. Wisi ich mnóstwo, na pewno kilkaset albo nawet i więcej. Właściwie, to już nawet nie jedyne takie miejsce. Jako atrakcja turystyczna robi wrażenie i zyskuje coraz więcej zwolenników. Wszyscy, którzy przechodzą, podziwiają Kasie z Łukaszami 2009, Laury z Pawłami 2014. Kłódek przybywa. Na znak wiecznej miłości.

Kłódki w Bydgoszczy naa znak miłości

No i mamy te kłódki, kłódeczki, większe, mniejsze; symbole miłości, wierności, trwałości, wieczności… Idą więc sobie zakochani na mostek. Patrzą na operę. Albo sobie w oczy. W sumie mogą raz tu, raz tu. I zatrzaskują kłódkę. Kluczyk zostaje, ale już niepotrzebny, więc bach do wody. Niech tylko nie zje go przez przypadek jakiś łabędź razem z roślinami. No, ale trudno. Kto by na naturę teraz zwracał uwagę, przecież nie można go zatrzymać. Miłość. Spacery w tym miejscu stały się jakoś bardziej wyjątkowe. Zakochani zatrzymują się i przy kilkudziesięciu innych sztuk metalu wkoło szukają swojej, ale… jest. No jest, jak byk, a oni dalej razem.

No dobra. Zepsuło się jednak i nie wyszło. Wielka miłość dała nogę. Oddajesz wspólne rzeczy, niszczysz albo zakopujesz wspólne zdjęcia, choć w tych czasach to raczej robisz “delete” w folderze.

No, ale jeszcze ta cholerna kłódka.

Po akcji do akcji

Teraz opcji masz kilka.

Możesz profilaktycznie już zawczasu trzymać gdzieś ten klucz między książkami. Gorzej jak on albo ona (a raczej ona) zobaczy, że masz zapewnione wyjście ewakuacyjne. No, bo gdzie takie rzeczy, jak to miłość wielka i jedyna; symbol cholera wisi, a ten tu z kluczem zapasowym. No to jak uda się go przetrzymać to biegniesz o świcie z kapturem na głowie, żeby nikt nie widział i odczepiasz kłódeczkę. Teraz można ją nawet do pobliskiego śmietnika wyrzucić i zerknąć, czy jakieś łabędzie tu jeszcze w ogóle pływają.

No albo wpadasz z piłą na kładeczkę i pozbywasz się tego cholernego symbolu miłości. I po kłódce.

Jeśli jednak nie masz zamiaru się jej pozbywać, można zastosować metodę unikania. Nie chodzisz tą drogą, bo boli bardzo, a do autodestrukcji nie warto się doprowadzać. Chcesz zastosować dodatkowe cierpienie – są inne sposoby. Możesz sobie przytrzasnąć rękę drzwiami. Też będzie bolało. No to w takim razie zapieprzasz osiem kilometrów dalej, bo tam wisi kawał metalu, który cię drażni. Słodko. I wpadasz w depresję widząc z daleka ten cholerny mostek. Było tak pięknie. Ta opera, magiczny klimat i pierdoły. A teraz nic, pustka, kawał metalu wisi i musisz go unikać. Nagłówek Kłódki w Bydgoszczy w gazecie omijasz. Bo tak lepiej.

Możesz też mieć kompletnie gdzieś tę kłódkę i uznać, że to wcale nie był dobry pomysł, a romantyczny gest z tego żaden, bo jak widać, skończyło się jak się skończyło. Dziwni ci, co wieszają. By ich szlag.

Jakby co, w razie potrzeby, można jeszcze skoczyć z korektorem albo bawić się w małego majsterkowicza i grawerować zmianę z Anny na Joannę. Gorzej jak z Anny na Karolinę.

Niewieczność

Niestety. W życiu nie wszystko jest na zawsze, a bycie pewnym, że związek będzie trwał wiecznie to jak pewność, że gołąb nie narobi Ci na głowę. Im szybciej uświadomimy sobie, że nic nie trwa wiecznie, tym lepiej dla nas.

Symbol miłości? Może coś w tym jest. Czasem bez wyjścia ewakuacyjnego się nie obędzie. Czasem też łatwiej rozwalić kawał metalu piłą niż zakończyć nieudany związek. Czasem unik jest jedyną receptą. A czasem zwyczajna ignorancja. Witaj, miłość.

Fot. Maciej Olszewski


Spodobało się? Podziel się z innymi:
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *