DOM moimi oczami – Klaudia Kołdras4 min read

Kolejna odsłona projektu DOM moimi oczami, to już 4 wpis w tej serii, a dopiero się rozkręcamy! Dziś będzie bardzo osobiście i od serca. W roli głównej mieszkająca w Norwegii Klaudia Kołdras, autorka bloga o prostszym i zdrowszym życiu. Chwyć kubek z gorącą herbatą i zobacz, z czym chce się z Tobą podzielić Klaudia.

Klaudia Kołdras

Zachwyca minimalizmem na swoim blogu. Inspiruje innych do zdrowszego odżywiania się, bo sama jest na diecie roślinnej. Dzieli się swoim życiem, doświadczeniami i przeżyciami. Każdy jej wpis jest jak luźna rozmowa z kubkiem w ręku. Co mówi zatem o domu? Jak go postrzega, mieszkając w Norwegii?

Dom według Klaudii

Dom traktuję jak przystań, gdzie nie powinno mi się przytrafić nic złego. Miejsce, gdzie czuję się po prostu bezpieczna. Przez to, że mieszkam w Norwegii, nie mam tak naprawdę jednego domu. Domem określam miejsce, gdzie zostawiłam porządny kawał mojego serca. Uwielbiam wracać do domu rodzinnego moich rodziców na Mazowszu, gdzie  zawsze czeka na mnie mój stary pokój i skrzypiące łóżko. Jak w domu czuję się również na południu Polski, gdzie mieszka ogromna część mojej rodziny. Jednocześnie nic nie zastąpi uczucia, które towarzyszy mi, kiedy wracam do mieszkania w Bodø po dłuższej nieobecności. Kręcę się, oglądam wszystkie kąty, daję upust radości, że znów jestem w domu.

Zapach, który kojarzy mi się z domem to… zapach pieczonej szarlotki, którą często robiła moja babcia. Było to moje ukochane ciasto przez całe dzieciństwo. Pamiętam każde wakacje spędzone u dziadków, gdzie właśnie tego zapachu zawsze wyczekiwałam. To on sprawiał, że w sercu czułam takie bezpieczeństwo, brzuch już zaczynał burczeć, a małe, dziecięce paluszki, wyrywały się do przodu, by spróbować jeszcze gorącego ciasta. Drugi zapach to ten pieczonego chleba. Moja mama zawsze piecze go dla mnie, kiedy wracam do Polski. Uwielbiam czuć go już po przekroczeniu progu! To sygnał, że tak Klaudia, znów jesteś w domu.

Miejsce: dom

Moje ulubione pomieszczenie w domu to oczywiście kuchnia! Uwielbiam gotować, uwielbiam delektować się kawą przy niewielkim, kuchennym stole, który czasami służy mi również do pracy. Mam swój kącik i biurko w innym pokoju, ale to właśnie w kuchni często pracuje mi się najlepiej! I człowiek ma tak blisko do lodówki!

Najchętniej spędzam czas w domu w zimowe, długie wieczory. Mieszkanie na północy Norwegii sprawia, że człowiek musi być przygotowany na ciemność i brak słońca przez dobre dwa miesiące w roku. Co mnie wtedy ratuje? Domowa oaza, gdzie mogę zbudować sobie przytulną atmosferę, a wichura szalejąca za oknem już mi niestraszna.

Kiedy byłam dzieckiem, dom był dla mnie takim małym epicentrum mojego wszechświata. Miejscem, gdzie wracałam ze szkoły i mogłam wypłakać się w poduszkę, że coś poszło nie tak. Miejscem, do którego wpadałam spocona po treningu Taekown-do, a mama czekała na mnie i mojego brata z kolacją. Miejscem, gdzie miałam swój pokój, ulubione miejsce na kanapie w salonie i łóżko rodziców, które najczęściej służyło do sparingów ze starszym bratem (swoją drogą, to ja zaczepiałam, a i tak zawsze kończyło się moimi łzami). Miejscem, które pomogło uleczyć złamane serce i zapomnieć o pierwszej miłości. Miejscem, gdzie marzyłam, bawiłam się, ale i patrzyłam na sprawy dorosłych, które często były niezrozumiane dla dziecięcej główki. Miejscem, do którego nie bałam się wracać, no… chyba że miałam coś na sumieniu!

Teraz jako dorosła kobieta, mogę powiedzieć, że dom to coś więcej, niż ściany, meble, design i nowa, kuchenna zastawa. Dom to uczucia, atmosfera, relacja z drugim człowiekiem, ale i z samym sobą. Dom to miejsce, ale i uczucia! A nawet powiedziałabym, że głównie uczucia, które idealnie dopełniają wszystko, co w domu materialne.

Obowiązki domowe i plany na przyszłość

Dla mnie obowiązki domowe to dbanie o komfort codziennego życia. Nic nie zastąpi uczucia i tego powiewu świeżości w domu po generalnych porządkach. Mimo że nie jestem idealna, jeśli chodzi o domowe obowiązki, czuję się o wiele lepiej, gdy w domu panuje ład. Śpi mi się lepiej, pracuje efektywniej, a relaks jest jakby przyjemniejszy. Perfekcyjna Pani Domu ze mnie żadna, ale już dawno zauważyłam, że porządek ułatwia mi codzienne funkcjonowanie.

Myślę, że za 10 lat będę miała swój drewniany domek, blisko natury, do którego powrót będzie czystą radością. A może będą po nim biegały jakieś małe stópki? Drzwi tego domku będą zawsze otwarte dla bliskich, sąsiadów i przyjaciół, a zapach rozpalanego ogniska zdominuje całe lato. Za to zimą, odgłos trzaskającego drewna w kominku będzie towarzyszył mi każdego wieczora.

Ja się rozpłynęłam, czytając wyznania Klaudii! Jak Ci się podobało? :)

Spodobało się? Podziel się z innymi:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •